Często pisząc te – fragmenty ku pamięci –  w tło puszczam jakąś playlistę. Rzadko kiedy jest to muzyka lekka. Vivaldi czy Bach to nie moja liga, przynajmniej nie przy pisaniu. Podpisywanie zdjęć bywa ciężkie. Zawieszenia zjadają i do 1/3 czasu spędzonego przy obróbce. Toteż częściej niż często posiłkuję się tytułami, bądź też kawałkami tekstów utworów akurat lecących albo już nie lecących. Tym razem przy pracy nad Honoratką tak mi Kazik wszedł, że Honia nie mogła być inna – jak ponad wszystko! ( tak wiem – Dead Kennedys, lepsze, niefałszujące – aaa takiego tylko KAzik!  😉 ) Pasuje idealnie!

a jakby to tak pod wodą spotkać?

Drugi dzień z szybką pobudką, nienawidzę weekANDów jak to pisze Faber z wczesnym wstawaniem. Dzieci już na tyle się ogarniają, że nawet jak obudzą to w miarę pozwalają jeszcze poleżeć. Te dzieci, te nurkowe, nie pozwoliły. 6.50 Kowal odpala suszarkę po raz pierwszy 😀 Mści się za 2 lokomotywy nocne – ciesz się, że na tramwajach nie byłeś 😀

Schodzimy na śniadanie, Kakadu daje bardzo duży wybór i każdy spokojnie znajdzie coś dla siebie. Wcześniejszego wieczoru dostaliśmy info, że z wizurą wcale nie  jest tak kolorowo jak miało być. Że wiele brakuje do Piechcina, i że jest słabo… Że pojawiło się mleko i że grupa 2 jechać che do Piechcina. Ale z racji tego, że też trochę co po niektórzy już weszli w tryb rozmów o polityce „gazowej”, kompasach etc. etc. to stracili moc przebicia. My z góry mieliśmy plan na 2 dni co by się nie działo, dzisiaj ma być Honorata. 

poranna modlitwa o dobrą wizurę, Dawit jak zwykle na kolanach

Aktualne? Sprzedam Opla!

twarze niepokalane rozumem

gdzieś jest lecz nie wiadomo gdzie

Fabba…ooojcze – widać że wysyła tajne znaki do tor-uń-a

 

piękni 20letni…nigdy nie byli 😉

  

delegacja składa pokłony jednynemu słusznemu amerykańskiemu bimbru! BIMBEEEER!

 

Z racji też wyrytej w imieniu niewiary do gadania/plocenia, sam muszę włożyć palce w bok i rany. Zbieramy się szybciutko. Doskonale wiem, że kto pierwszy ten lepszy bo wizura potrafi siąść od przejścia piankersów, twiniarzy, czy mało ogarniętych rebowców – czytaj wszystkich. Nie ma co liczyć na ultra klar po obiedzie, już prędzej pod wieczór jak troche osiądzie.

No ale zjeżdżają twarze, znajome znad jeziora, znajomi DiveLife 🙂 Do tego musimy odstać na wbicie Turka i cały plan bycia pierwszym w wodzie pada. NAd wodą a i owszem. W międzyczasie, Turek klejąc już ten szatański plan zemsty od dawien dawna, wpada na kontrolę świeżości. Malta musiała mu dopiec choć konto pozostawił czyste. A kto mieczem wojuje, ten od Miecia zginie. W losowaniu nagród padło kilka wygranych. Rozlosowaliśmy czajniki i pamiątkowe łopatki, swe stage’e zostawiliśmy na brzegu i udaliśmy się na ubiór, bo butle podjechały już wbite.

Tu dygresja ku Piechcinowi – Kontrola manometrów i u połowy ekipy jest średnio halo, bo Piechcin poleciał po gałęziach z wtłaczaniem… W sumie nauczka kolejna dla bijących się – sprawdzajcie manometry przy „bijących” . 200bar to nie 180bar i tłumaczeń nie ma, że bite na ciepło, na szybko. Albo 10% taniej albo niech dobijają.

Wchodzę do wody szybko, bo chcę poustawiać aparat i w sumie zobaczyć jak z tą wizurą jest. No i jest OK. Warunki  oczywiście inne niż w Piechcinie, może i słabsze ale wraz bardzo dobre. Dużo lepsze niż u nas bywają bo i pasmo tych warunków o wiele szersze.

Płyniemy standardem, bez ciśnień na cyfry bo priorytetem jest wizura i foty. Pierniczeję na starość ale najchętniej to siedziałbym 7-12m w ciepłej wodzie, oglądał rybki i czekał do mooentu aż żółty zegar każe wyjść na odcedzenie. Droga na Brześć 666, śmigłowiec, wyngiel i cuda wianki po drodze.

wiooooooo…

wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że czysto 😉

i jest to co lubię, zieleń zmieszana z błękitem

jakby dobrze zamiotła to by zawinęła ta szufla wszystkich 😉

szybki strzał  i płyniemy dalej

Kowal nie popuści dziurze żodnyj!

Niby się powtarzam ale jakoś stoi w głowie frytka znad jeziora , z białej budki 😉

Tu już nakurzone w cholere, dzięki panom z kolorowymi rurkami

klient bez krawata roszczeniowy ale co by tu się działo jakby były łopaty wirników :O

robimy co możemy aczkolwiek jasno wiemy, że tym razem z Mi2 będzie słabo…

mgła dym mgła i jeszcze raz muł

nie było Ziemi bo by poodkurzała 😉

sroce? musi nie 😉

a drugi napitala z ogona 😉

brygada tygrysa poszła w pole węglowe

Kowal lekkie zdziwerko? 😉

musi się podoba

gorzej jak zgaśnie światło

ale to nie z nami te numery grubber, u nas lampa wypucowana i świecić musi jak psu zawiasy 😉

 a jak światła braknie to zawsze można poświecić sobie w twarz?

albo z twarzy!

ale tylko troszku

Cybul podkulił kulasy i poszłooooo 😉

Jacek foto operator musiał dotknąć relikwi

pytanie wbrew pozorom wcale nie z gatunku prostych

azot wali po zaworach

Ale wyngiel ponad wszystko!

fałdy robią robotę

No i trafiamy w nowość, facjata szczerzy mi sie już na dzień dobry. Kolor czerwony plus lampy plus woda = BANAN. Tankujemy!

a gdzie ona?

Cybul leci w opcji supermena. Kłoda czelendż!

Jak paliwo to i Metallica, dawać paliwo! Jaka szkoda a z drugiej strony może i dobrze że nalewaczka nie do wyciągnięcia. Pewnie by ją zajumali albo wywalili 300m dalej. Jest klimat

No takie dystrybutory trafić teraz to już perełka. Może gdzies jeszcze po wsiach się uchowały. Siak czy tak dla mnie obiekt kozak!

tanio 😉 jak to z Faberem 😀

Nie mógł się powstrzymać, co w rekach to w buzi i czasem na głowie

Górnik rzuca nami jak Adrianem. Mamy ochotę coś podpisać?

Nie zwracałem uwagi za bardzo wcześniej ale faktycznie jest tu spore stado okoni

oko tak

środek w pełni retro, jest klimat

4 szoty na górniku 😉

i z trochę innego ujęcia McFaber

Mijamy 3czepkę

palta ni mo

ale strzel mnie tu fotę jeszcze

dopiero w obróbce się poczaiłem że Kowala za bardzo namagnesowało

 

Niestety padam i nie powstaję bo od 40minuty wybił żółty zegar. Nóg w X nie umiem składać więc  w 57minucie macham aufwiedersehen i spylam w krzaki 😉 Spiryt-us team sobie radzi i pare minut po mnie wychodzą i oni. Nawodnienie czasami to zdradliwa suka 😀 Tak to jest jak się pije wodę, jak zwierzęta…

Lekki spiek na powierzchni bo Jacka Twin niefortunnie spada i wali mi w zawory. Przeczulony jestem i do tego bez krawata, więc się awanturuję. Tak to już bywa, podobno się „przypierdalam” 😀

Spieszymy się – więc dzisiaj bez grilli, bez całusków i super integracji – sory. Powrót do domu ma najwyższy priorytet. Wymyślamy plan na drugiego nura, korygując go o to co zastaliśmy pod wodą. Las już znamy nadto więc ja odpuszczam. Jacek z Kowalem mają go w planach. Udaje się dojść do porozumienia.

Woda studzi… idziemy!

po taniości ze swoim bimbrem a co!

bęben maszyny losującej jest pusty

nastepuje zwolnienie blokady

przynosimy wam te 2 nagie miecze…miecze?

albo oczy Kowala 😉

rozróba

bo perspektywa ma siłe większą niż nieleczoną anginę

le klucz, le fransuz

no to jeszcze raz, dotykamy i spitalamy 😉

i pożar ugaszony

trafiamy na stół pracowniczy

łopatki, grabki, czego chcieć więcej?

A tu będzie i fota fotografa

A tu co wyszło od Cybula 😉

co za kutas tak te nogi wsadził, nosz byłoby całkiem niezłe ujęcie – osz fak to ja 😀

zrób se selfi, obrócenie kopułki powoduje dziki napływ 😉

nigdzie nie dadzą człowiekowi spokoju…nigdzie…

okoni ma być więcej bo jolki dalej nie ma

no i wow, jest tu ich sporo

albo i sporo więcej

i tu proszę państwa nastąpiła retrospekcja

z Tytanika…

sprawdzamy spawy

a jak się juz pływac nie chce to czas spróbować leżakowanianie powiem przydałby się wtedy lekki masaż ale Faber za drogi 😛 Polska C…

Trafiamy pierwszy raz na „płyty” które okazują się bardzo fajnym miejscem z jedną z lepszych wizur. 30m robi swoje i nie każdy już tam „mąci”. Niestety jak to nurkowaniu powtórzeniowym w dodatku u osób ze średnio zdrowymi zatokami, zaczynają pojawiać się problemy. Cybul już wcześniej przyćpał sudafed i był zdrów. Ja spierałem się z rzeczywistością i dostałem z plaskacza jak zwykle. Wychodząc pokazałem Faberowi, że możemy z racji ilości gazu i dobremu stosunkowi sakwa-żółty zegar, pójść na drugi krąg i zahaczyć śmigło jeszcze raz. Widziałem, że foty z pierwszego nura przez zamącenie kolorowych piankersów (parada równości czy jak?) będą albo potrzebowały sporej roboty, albo będą nadawać się do kosza. Stety niestety plan zdycha. 12.5m i po mnie. Faber nie czai się niestety że zostałem, a że nie bardzo miałem jak pomachać człowiekowi śmigle, tak więc pokazałem tylko team2, że jest nie halo i muszę stać. Nic to nie dało. Zablokowało mi ucho. Kiedyś już poszedłem na siłę… Durnota jakich mało. Czekałem na odblokowanie trąbki. Nic z tego. Pokazuję powrót. Ból się zmniejsza ale też mówi, że na dzisiaj koniec. Głębiej nie idziemy ale wracamy sie jeszcze na Górnika, gdzie trafiamy piękne akwarium z okoni. Wiza już trącona. Kapitan 4sztofy zrobił scenę z Tytanika – czym nasycił brzuchy humorem. Czuć niedosyt mimo tego, że w wodzie już trochę siedzimy. Ale też błyska lampka, że jest po co wracać na Honoratkę. Czas ku słońcu…

Albo jeszcze wróćmy na chwilę 😉 z fotami Cybula !

a najbardziej mi żaaal….kolorowych jarmarków…

Once more you open the door
And you’re here in my heart
And my heart will go on and on

życie życie jest nowelą – ależ karwa plejlista 😀

matko i córko co tam zbełtali… 

 

pozycja na 126p

zdjęcie z dupy strony ogona mi2 😉

i następny z twarzy sklepu z akcesoriami kanalizacyjnymi 🙂

strzelaj śmiało, ja cię widzę, Turek cie widzi, zaufaj mi to już koniec twego strzelania 😉

qu

coby nie było tego Xdeepa nie pogryziesz 😉

resztki szczęk

  pozdrawiamy pielgrzymów z Torunia!

 

Kilka akwenów się przejadło. Długi czas miałem awersję do Zakrzówka – o dziwo teraz mam spory apetyt na niego ale to w okolicach zimowych. Koparek nie wiem czemu ale nie mogę już robić. Ostatnio i klimat nad i pod był cienki. Mimo ich monstrualności nie mam totalnie ochoty ich robić w tym roku.

skład węgla

zwykły hochsztapler 😀 uda mnie napier…ają a tam gdzie podotykał to swędzi 😀

dobrze, że zdążył wyczyścić, wieczorem jeszcze posługa w to-ruń-iu

nie radze wnikać, nie radzę wgłębiać, niech to pozostanie cichą tajemincą Turka i Kowala 😀

 

A Honorata? kurde to miejsce ciągnie mnie bardziej niż bardzo. Z jednej strony szkoda, że mamy ponad 400km z drugiej dobrze bo pewnie dołączyłaby do Koparek. Baza się rozwija w dobrym kierunku. Nowe wiaty, nowe atrakcje. Dystrybutor ON zrobił mi bananową facjatę – czerwień jest jak medium rare stek – zawsze robi robotę! Jeszcze wielu rzeczy nie widziałem. Przepompownię chociażby! którą na razie zostawiam w spokoju. Ot żeby było co robić następnym razem 🙂 Z jednej strony nie chcę żeby to miejsce stało się jak Hańcza, gdzie najazdy imprezowiczów kompletnie niszczą klimat. Z drugiej zaś strony życzę im jak najlepiej bo w odróżnieniu od Hańczy tu jest co robić i to nie na jednego nura. Chce się wracać! ( toruń ma chyba na wjeździe podobne hasło – chce się zwracać? zawracać? Faber/Iron poprawcie ;)). Gud dżob! Oby tak dalej! i wincyj pod wodę wincyj!

HONORATA UBER ALLES! 😉

Spakowani, zbijamy piątki ze znajomymi, żegnamy się z toruńskim słowikiem Dawitem i uderzamy w lubelskie – tu się pije! Ku radości wszystkich przypominam sobie o piersiówce Morawieckiego 😉 Kukurydza idzie w żyłę, humory się podnoszą.

Do następnego!

PS.