Ile to razy obiecywaliśmy sobie ten film? ale jak nie to nieeee!

Stało się. To co musiało się stać. Ziemia zjednoczyła i mimo, że odeszła to spowodowała, że znowu jesteśmy w tym miejscu co prawie 18 lat już temu.
W okolicach kwietnia z tego co pamiętam odezwał się Mario. Smsem jak pizdeczka ale bał się ewidentnie.

„Tomi czy jeszcze zanurkujemy?” – uderzyło mnie to jak chłop w żonobijce wali w starą w sobotę o 22. Prawy prosty i leżę. Bez namysłu odpisałem Eyeshang – oczywiście. Trafiło akurat mnie to w trakcie przymusowego urlopu z tytułu rozstania siez firmą z którą na tamten czas już nie współpracowałem. O ile decyzja była szybka o tyle realia środowiskowo portfelowe mówiły no chyba se jeszcze poczekasz…

4 lata suchego kija. Cały sprzet praktycznie sprzedany. Został komputer z racji, że wyświetlał durny błąd – moja wina 😀 się okazało że naustawiałem głupot – jeden automat na stage, twin z kulawą nogą Piotra, kaptur i rękawiczki grzewcze Sanitasu, które to myślałem że zostały zgubione 😀

Mario naciskał – kiedy pojedziemy? pojedziemy? mam jechać? no stary mówię ciśnij, skompletowałeś się ja muszę odczekać. No i pojechał robiąc mi jeszcze większe ssanie na zamoczenie.

No i zabiło Ziemię. Czułem, że muszę tam wrócić. Że Piaseczno czeka i że potrzebuję sam dla siebie pojechać tam i pożegnać się z Ziemią. Jakoś podczas któregoś biegu dookoła komina po złości powiedziałem w głowie – Ziemia jak jestes to weź kurwa coś z tym zrób. No i myyyyyk jak mówą Bracia figofagot, czymiej mi piwo lafyryndo.

Zrobiła 😉

Udało się zmienić stan z bezrobotnego menela, na menela menela 😀 Rozpoczął się czas kompletowania i u mnie. Powiedziałem krótko – nigdy więcej firmy na S. JAki suchar sprawiał najmniej problemów wszystkim? URSUIT! EQUES! ok na łowy. No i jakby na mnie czekał – szrotek 😀 ale na mnie idealny. Rozmiarowo nawet nawet, najważniejsze że wchodziłem i wychodziłem w miare swobodnie z niego. No ale ubrałem suchacza ide go testować w beczce do morsowania i co? i łapy mokre. OHO…

No cóż skafander podobno wrócił z serwisu – podobno płacone było za ten serwis – no i fajny ten serwis. Klejenie manszet chyba butaprenem w dodatku na zewnątrz – poco? Klasycznie wsadziłem palucha i z dziurki zrobił się problem. Takie życiowe 😀 koniec końców odeszły obie manszety. Mowię no to wracamy na pełnej kurwie do tego nurania. Na moje szczęście gdzieś tam Ziemia dociskała śruby – a weź pogadaj ze sprzedającym. No ok. Na klej oddał.

No to wjechał cement i alzheimer. Młody chemiku nie bądź debilem i nie mieszaj cementu w plastiku booooo skończysz tak jak poniżej:

Wykipiło mamee….

Koniec końców z przygodami jak to zawsze ale pokleiłem się. Wyglądalo to dobrze, ale życie mówiło że ten suchacz swoje nalatene ma i pewnie nie będzie za ciekawie.

FCK it, może i będe mokry ale musimy pojechać.

No i licznik suchych dni został wyzerowany, umówieni z Kowalem na miejscówce u Gieni pojechaliśmy zrobić pedalskiego nura – jak to zwyczajowo się mówiło takeigo do 12-15m max.

Dziwnie tak, M.O. – bo to jego nowa kswya – co za czerep posępny i zarazem przewrotny. Nazwać się będąc emerytowanym psem 😀 Tak tak no Mario O. niby imię i nazwisko ale ta zbieżność faktów no sami sobie połączcie kropki. Ja rykłem 😀 Ale do brzegu dziwnie tak że MO w singlu, od żydowa tak nei nurał a tu o opcja giej.

Ja też cudnie bo trza było poprosić Kowala o sprzęciwo – płyta, worek, autoamty i dobrze że motylki miał.

Sklarowani, poszliśmy. Kurde tyle zmian przez te kilka lat. Tyle nowych poręczówek. Tak strasznie wielki bałagan. Nikt przez ten czas nawet tych linek nie wyczyścił. No dla mnie spory niesmak. W końcu opiekujecie się tym miejscem – mowię do was wszystkich bazowców – to chyba powinniście brać jakąś odpowiedzialność za nie.

Nie wiem może sie czepiam – może krawat założę i zaprzestanę się awanturować. Na wejściu w każdym razie MAriusz musiał popoprawiać sprzęt. Podaj pomóż pierdol się 😀 coś jeszcze na P? no oczywiście P jak pogubiłem się. chodziliśmy sobie po sznurkach z brzegu ogółem. Wizura nienajlepsza nienajgorsza ale ogółem taka se.

Znudzony ciutę pokazałem odbicie bo pewny byłem że jesteśmy na idealnej poręczówce na holownik – a bylo założenie że jak sprzęt będzie ok – i odziwo był – to na niego pójdziemy.No i płyniemy płyniemy a MO pokazuje powrót na 15m no mówię jaja. Mrugam mu ho nie pierdol blisko jestesmy holwonika. Taki wuj jemu zimno. No ot machaj kulasami szybciej. NIE! WRACAMY! no dobra już dobra…

Zrobiliśmy półkółka i wróciliśmy tą samą drogą – nur na 70 minut prawie i wszystko ok. No i zaczeło się 😉 Dzieś ty leźć chciał? no na holownik. To nie była na niego droga – a co ty tam prdlisz – NO NIE BYLA! Wziął mapę krótko i zwięźle i faktycznie popiepszyłem drogi. Za 4m głębiej bylibyśmy na laluni – czyli manekinie od Artura ze sklepu. Z niej pewnie byśmy przestrzelili na wyczucie już na holownik ale to nie była poręczówka na niego w każdym badź razie. Cóż przyznalem sie bez bicia że zdurniałem.

Mięnły 4 lata, licznik się wyzerował, my piękniejsi nie jesteśmy, no MO jest chudszy…Wszyscy siwiejemy. Ale mordy uśmiechniete po nurkowaniu mówią tylko jedno! To był błąd!

To był błąd rzucać to! Ale ok uczymy się na nich, żyjemy, odkujemy się powolutku. Czas wrócić do wieczorów z planowaniem. Z pisaniem tych wysrywów blogowych 😀 z publikacją, a książka foto już klepnięta 🙂 Bedzie tego odpoczynku. Oby kręgosup nie wysiadł. Ale Ziemia jedno wiedz – technicznie nie wracam. I nie kuś ku temu! A jak skusisz to masz pilnować potem 😉

We’re BACK bejbi! Teraz tylko niech się wszystkie niedźwiedzie wybudzą z tego snu!

Do nastepnego!